10.04.2015

Niedokończone fanfiki o Big Bang




OK! To zaczynamy!! 


Dawno, dawno temu znalazłam dziwny folder pełen dziwnych tekstów, a przy bliższym poznaniu okazało się, że to nic innego jak dziwne… fiki o Bangach :P 

Łączy je jedna szczególna cecha - żadnego nie udało mi się dokończyć. Poza tym przedstawiam je w pierwotnej formie, bez poprawek, czy upiększeń. Czuję, że będzie zabawnie ^^ 

Ale co tam, sami zobaczcie… 

PS Są dwa fragmenty +18… także tego…

01

Bitch Bang!

[wzorowane na serialu Gossip Girl]


Streszczenie

Wiosna. Początek drugiego semestru pierwszej liceum. Smok jest super popularny w swojej szkole i w mieście. Ma fajnych przyjaciół, piękną dziewczynę i sławnych rodziców. Jeden telefon sprawia, że Smok zaczyna się bać, że jego pieczołowicie wybudowane imperium runie. Bo jego najlepszy niegdyś przyjaciel, a teraz największy wróg postanowił wrócić… Czy będzie chciał odzyskać to, co stracił? I właściwie… dlaczego wyjechał?


"On… wrócił…"

Za oknem wiało tak bardzo, że jakiemuś przechodniowi wiatr wyrwał parasolkę z dłoni. Tak przynajmniej wyobrażał to sobie Smok z nosem przylepionym do szyby. W rzeczywistości, mieszkając na 30 piętrze, widział tylko dwa czarne punkciki, które szybko się od siebie oddalały. 

Niezbyt lubił deszcz, bo oznaczał przemoczone i często zabrudzone ubrania, a one były dla niego prawie wszystkim. Kiedyś nawet przez jakiś czas sam nosił je i odbierał z pralni. Zawsze twierdził, że o wyjątkowe ubrania trzeba dbać, bo nie znajdzie się już drugich takich samych.

Teraz trochę mu już to przeszło.

- Hyung… hyung… - Smok usłyszał za sobą przytłumiony, senny głos Sri. Ten głos zawsze go uspokajał. 
- Co tam? - zapytał obojętnie, nie odrywając oczu od rzędów pędzących samochodów.
- Hyung… jest 5 rano. I to w niedzielę. Jesteś chory?

Smok uśmiechnął się w duchu. 

Sri był taki nieskomplikowany. Oczekiwał niewiele, a w zamian dawał wszystko. Dla niego każda smutna mina oznaczała grypę, którą da się szybko wyleczyć, wyprzytulać, zagadać. 

Smok bardzo chciałby żyć w jego Seungrilandii. Ale nie potrafił. 

- Po prostu nie mogę spać. 
- To tylko kac - szepnął Sri i pochylił się, żeby spojrzeć przez szybę na ulicę.

Smok poczuł okropny smród zatęchłych ubrań i nieumytej skóry. Sam "pachniał" identycznie. Wczoraj przecież walnęli się do łóżka tak, jak stali. 

- Zrobisz mi ramyun? - spytał cicho Smok. Brzmiało to bardziej, jak polecenie niż prośba, ale Sri tylko kiwnął głową. 
- Musimy wytrzeźwieć do 18. Pamiętasz, że dzisiaj są urodziny pani Choi? 
- "Jak mógłbym zapomnieć?" - pomyślał z przekąsem Smok. Od rana obsługa hałasowała na korytarzu. Jednak musieli się pojawić na tej "najnudniejszej imprezie roku". W końcu mieszkali tu właściwie za darmo, tylko dzięki uprzejmości pani Choi. No i paru innych uprzejmościach ich rodziców. 

- Sobie też zrobię ramyun. Już dawno mnie tak nie napierdzielała - Sri złapał się za głowę i zaczął ją rozcierać. Smok zauważył, że jego cienie pod oczami jeszcze bardziej się pogłębiły. Wręcz krzyczały o sen albo o dawkę korektora.

- To idź go zrób. Ja tu jeszcze zostanę. - Smok rozsiadł się całkowicie na oknie. Był tam dość szeroki parapet i z łatwością mogła się na nim zmieścić jedna osoba. Otoczył kolana ramionami i wpatrzył w jeden punkt. Mała czarna kropka prowadziła większą czarną kropkę. Pewnie ktoś wyprowadzał psa. Ale dlaczego w taki deszcz? Smok nie mógł tego pojąć.

Jego telefon zawibrował w kieszeni. Kiko zawsze dzwoniła w najgorszym momencie.

- Żyjesz? - Jej głos był lekko zachrypnięty. 
- A ty?
- W porządku. Wpadnij do mnie później. Pomożesz mi wybrać sukienkę. Mam na oku jedwabną. Myślisz, że pani Choi się spodoba?
- Ty zawsze pięknie wyglądasz - powiedział Smok bez związku. 
- Ale masz kaca. Wracaj do łóżka, czy coś. Zwalniam cię dzisiaj z wybierania…

PS Dodaję jeszcze opis postaci :P

1 liceum

Smok - najpopularniejszy w szkole, jego rodzice są projektantami ubrań, jeszcze rok temu jego najlepszym przyjacielem był Tae, ale między nimi wydarzyło się coś, co sprawiło, że Tae wyjechał i kontakt się urwał, teraz prowadza się z nowymi kumplami Sri i Tabim, ma słabość do Tabiego, ma dziewczynę Kiko - to według niego miłość na całe życie, jednak w głębi ducha czuje, że jest bi, jest bardzo naiwny, trochę samotny - jego rodziców wiecznie nie ma, ma skłonność do depresji, kocha imprezy

Kiko - dziewczyna Smoka, pracuje jako modelka, jest w połowie Japonką, lubi ostre imprezy

Chaerin - przyjaciółka Smoka i Tae, sławna idolka

Tae - były najlepszy przyjaciel Smoka, nikt nie wie dlaczego tak nagle wyjechał, kiedyś razem ze Smokiem rządzili w gimnazjum, teraz Smok rządzi sam w liceum, jego ojciec jest muzykiem i ma jedną z najlepszych agencji talentów - YG Entertainment, należy do niej Chaerin, ma też sieć znanych klubów

Tabi - zdeklarowany gej i playboy, jego mama (tata nie żyje) prowadzi hotel, ma też starszą siostrę Bom - prawdziwą sukę, jest kumplem Smoka, wie, że Smok ma do niego większą słabość, niż powinien, co wieczór wynajduje kolejne ofiary na jedną noc

Bom - sukowata siostra Tabiego, jest o rok od nich starsza, jest królową liceum, codziennie wymyśla nowe intrygi, zimna i wyrachowana jak brat

Sri - nowy, niewinny przyjaciel Smoka, zajął miejsce Tae, mieszkają w hotelu Tabiego, gdy Smok czuje się zdołowany odnajduje spokój ducha u Sri, Sri bardzo go lubi, jego rodzice w krótkim czasie bardzo się wzbogacili i przenieśli z prowincji do stolicy, mają sieć kawiarni

Dae - dorabia sobie jako pokojówka w hotelu Tabiego, jest biednym chłopcem, ale ma wielkie marzenia - chce zostać idolem, chce dostać się do agencji ojca Tae - YG Entertainment, jest z prowincji

Minzy - dorabia sobie w hotelu Tabiego jako pokojówka, razem z Dae chce zostać idolką, mieszkali razem w jednym mieście - Busan

Dara - koleżanka Bom, trochę dziecinna i na pierwszy rzut oka głupiutka…


02

Przemyślenia Sri
[powstało jak poszła plotka o sub-unicie w BB (okazało się, że to GD&YB) 
i miałam czarne myśli o rozpadzie naszych chłopców… w sumie wciąż je mam :P]

The End

>>Seungri zapalił lampkę nocną i zaczął się zastanawiać.
>>Od czasu, kiedy Jiyong ogłosił, że Bangi planują debiut nowej podgrupy, cały czas obmyślał, jak tu się wkręcić na tą nową płytę.
>>W ogóle sprawa była dość śmieszna, bo oprócz lidera nikt nie wiedział, że będzie jakiś sub-unit. Nikt też specjalnie się nim nie przejął. „Mam szansę” - pomyślał skrycie Seungri, a jego serduszko zatrzepotało radośnie.
>>Tak naprawdę solowa kariera, nawet tak krótka, nie była spełnieniem jego marzeń. Na początku wydawało mu się, że będzie fajnie. Odetnie się od wizerunku maknae, zacznie pracować na swoje nazwisko. Przecież zawsze chciał być podziwiany i szanowany przez fanów. Zawsze chciał im opowiedzieć własną historię, pokazać całkiem inny styl i punkt widzenia na świat; wyjawić najskrytsze pragnienia, tak różne od aspiracji swoich hyungów… Jednak to minęło. Gdy podczas promocji ostatniej płyty wyszedł po raz pierwszy na scenę i odkrył, że przestało go to cieszyć. Tak po prostu. Długo się zastanawiał, skąd się wzięło to uczucie, ale wciąż nie potrafił tego odgadnąć. Aż do momentu, kiedy pewnego wieczora włączył telewizję i w samotności obejrzał pierwszy występ lidera z piosenkami z nowej płyty. Uderzyły go światła, brawa, uśmiechnięte twarze… i wielka samotność Jiyonga, która go otaczała, mimo tylu ludzi wokół niego. Wtedy przypomniał sobie, jak dawno nie zjadł z nim porządnego obiadu, jak dawno nie porozmawiał z nim od serca. Przecież kiedyś potrafili przegadać całą noc. Jak dawno nie wygłupiał się z pozostałą trójką. Tak naprawdę wszyscy oni ostatnio widywali się przelotnie, to tu to tam, ale nie mieli dla siebie czasu. Każdy tak bardzo rzucił się w wir pracy nad swoimi projektami i osiągnięciem własnych sukcesów, że nie dostrzegł tego, co tak nagle uświadomił sobie Seungri – że się od siebie coraz bardziej oddalają. Nie tylko jako członkowie jednego zespołu, ale jako ludzie, którzy wiele ze sobą przeszli i mieli być zawsze razem. Tymczasem on siedział teraz sam w swoim wielkim mieszkaniu, bo uzgodnili niedawno, że wszyscy wyprowadzą się ze swojego wspólnego mieszkania, żeby wieść bardziej prywatne życie. Tak naprawdę nic szczególnego się nie zmieniło, tyle tylko, że widywali się jedynie w agencji, na jakimś występie albo w klubie, a wieczorne wiadomości każdy oglądał teraz samotnie w swoim pięknym, ale pustym penthousie. Zresztą o jakimkolwiek prywatnym życiu nie mogło być mowy. Nie, kiedy latało się ciągle w tę i z powrotem, wracało do domu nad ranem, zasypiało zanim jeszcze policzek dotknął poduszki…
>>Seungri, gdy zostawał sam i nie musiał nigdzie iść, zazwyczaj przybierał smutny wyraz twarzy i rozmyślał.
>>Sam też nie był bez winy. Przecież on też się izolował. W dodatku wyjeżdżając do innego kraju. Jedynym wytłumaczeniem tego, dlaczego tak długo nie widział rozłamu pomiędzy nimi, było jego zafascynowanie Japonią i zupełny brak czasu. Tam wszystko było o wiele cięższe, dłuższe, trudniejsze. Tam właśnie stał się pracoholikiem, który nie widział niczego oprócz wykazu zadań od agencji na kolejny dzień…
>>Tak naprawdę w nich wszystkich kryły się, w różnym natężeniu, jakieś chorobliwe ambicje, które nie pozwalały im się wyspać, odpuścić na jakiś czas, czy nawet zjeść w mniejszym pośpiechu. Każdy z nich chciał coś osiągnąć, czy to dla siebie, czy dla innych, często po prostu wyniszczając się fizycznie i psychicznie, w czym zdecydowanie przodowali Seunghyun i Jiyong. To było w porządku, w końcu nikt im nie wybierał pracy. Seungri zastanawiał się tylko, dlaczego każdy z nich próbował to zrobić na własną rękę, bez niemal żadnego wsparcia ze strony kolegów, którzy tak dobrze rozumieli cienie bycia na świeczniku.
>>”Nic nie trwa wiecznie” - Seungri wiedział o tym doskonale. Za jakieś trzy lata kończyła im się umowa z agencją, i chociaż nikt nie mówił o tym otwarcie, Seungri wiedział, że oni odejdą. Słyszał czasami przyciszone rozmowy, dowiadywał się po czasie o jakichś zebraniach, na które go nie zapraszano. To już się zaczęło. Tylko czekał aż lider wezwie go kiedyś do studia, jak zawsze, i oznajmi datę. Już wiedział, że będzie to najgorszy dzień w jego życiu.
>> Seungri westchnął cichutko. Nie chciał tego, ale musiał to zaakceptować i cieszyć się czasem, który im jeszcze pozostał, dlatego…
>>Chwycił szybko za telefon leżący na szafce i wyszukał kontakt podpisany jako Jiyongi.
  • Co tam? - odpowiedział zmęczonym głosem Jiyong.
  • Co porabiasz? - zapytał wolno Seungri, pociągając głośno nosem. Sam się zdziwił, jak naturalnie to zabrzmiało.
  • Jesteś chory? - W głosie lidera dało się wyczuć cień troski.
  • „Mam cię” - pomyślał Seungri. Jeśli w liderze budziła się ukryta mama, było dobrze. - Trochę się przeziębiłem, jak wracałem ostatnio z lotniska.
  • Znowu nie wziąłeś czapki?
  • Tak, przepraszam. - Seungri zaśmiał się w duchu. Fani na pewno byliby zdziwieni treścią ich rozmów.
  • A ty, co robisz?
  • Nic takiego. Przesłuchuję płytę Youngbae. Jakie leki brałeś?
  • Te, co zawsze. I jak ci się podoba?
  • Jest parę niedociągnięć, ale ogólnie mi się podoba. A ty, gdzie teraz jesteś?
  • W łóżku. Czy nasze ubrania na trasę są już gotowe?
  • To dobrze, weź jeszcze kołdrę pod boki, będzie ci cieplej. Ubrania będą jeszcze w tym tygodniu.
  • To fajnie… hm… Jiyongi, a o co chodzi z tą podgrupą? - zapytał ostrożnie Seungri.
  • Prawdę mówiąc trochę mi się to wtedy wypsnęło, ale trudno. Na pewno powstanie, tylko później. Na razie nie ma na to czasu. A może chcesz już iść spać?
  • Nie chcę. Chciałem tylko posłuchać dźwięku twojego głosu. A kto będzie w tej podgrupie? - wychrypiał Seungri.
  • Aish~ kiedy ja chciałem posłuchać twojego głosu to nie odbierałeś!
  • Pewnie byłem wtedy w Tokio. To kogo w niej umieścisz?
  • Ach tak, w Tokio… chciałbym z tobą o tym poważnie porozmawiać.
  • O co chodzi?
  • Wciąż nie wiem, czy to dobrze, że spędzasz tam większość swojego czasu, który powinieneś poświęcić na aktywność w Korei. To źle wygląda. Myślę, że dzięki temu twój album nie uplasował się tak wysoko w rankingach, jak się spodziewałem. Zresztą japoński też nie sprzedał się zbyt dobrze. Powinieneś to przemyśleć.
  • Wiem, ale lubię tam przebywać. Tam jest zupełnie inaczej niż u nas.
  • Oczywiście, ale musisz sobie uświadomić, że nigdy nie zdobędziesz tam tak wielkiej popularności, o jakiej marzysz. Tylko się rozczarujesz i będziesz skrzywdzony…
  • Nie martw się o mnie – odpowiedział sucho Seungri.
  • O co ci chodzi?
  • Tylko o to, że ostatnio w ogóle cię nie widuję.
  • Zachowujesz się jak jakaś porzucona narzeczona. Przecież wiesz, że mam nawał pracy. Wszyscy mamy, zwłaszcza, że zaraz zacznie się trasa koncertowa.
  • Ok.
  • Tylko „ok”?
  • Możemy któregoś dnia zjeść razem obiad?
  • Pewnie, że możemy. W końcu niedługo rusza trasa.
  • Ale wtedy i tak nikt nie ma na nic czasu i w przerwach między kolejnymi datami każdy zajmuje się swoimi sprawami.
  • Seungi, proszę cię, idź już spać. Musisz wyzdrowieć przed trasą. Kto będzie za nas mówił po japońsku? - zaśmiał się lider. - Idź teraz spać, a jutro przemyśl dobrze wszystko to, co ci dzisiaj powiedziałem, ok?
  • Ok.
  • Ok. To na razie.
  • Chwileczkę! – Oprzytomniał nagle Seungri. - A co z tą podgrupą? Kogo w końcu w niej umieścisz?
  • Co ty się tak o to pytasz? Zanim do tego dojdzie miną wieki. Tak naprawdę to nie wiem. Seung dzisiaj dzwonił i się oferował. Dziwne to było, biorąc pod uwagę, że ostatnio dzwonił do mnie trzy lata temu i to tylko dlatego, że zgubił czapkę…
  • Co?! - Seungri na moment zapomniał, że miał być chory i krzyknął głosem nieskalanym katarem.
  • Chyba ze zdziwienia aż przeczyściło ci drogi oddechowe. Co to ma znaczyć?
  • Ale… z kim chce być TOP hyung w parze??
  • Seungi, ty cholero! Kantowałeś mnie przez cały ten czas?! Naprawdę się zmartwiłem.
  • Przepraszam… ale że TOP? No chyba go nie weźmiesz? Przecież to ma być NOWY sub-unit!
  • Seungi, grabisz sobie. Seung chce występować z Dae, tylko Dae, z tego, co wiem, wcale nie chce się zgodzić, czemu się w ogóle nie dziwię. Z drugiej strony obaj mają cholernie mocne głosy… sam nie wiem…
  • Dlaczego nie chcesz wziąć mnie?
  • Czy ja powiedziałem, że nie chcę? Nawet się nie zgłosiłeś.
  • To się zgłaszam, weź mnie i razem stworzymy Nyongtory!
  • O to ci chodzi, chora istoto! Po każdym jednym „nyongtory” z koncertu choruję przez cały wieczór z zażenowania.
  • I co z tego. Oficjalnie zgłaszam się do nowej podgrupy razem z tobą.
  • Seungi, ja nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie chcę cię obrazić, ale to nie w moim stylu, naprawdę. Ale dlaczego tak bardzo chcesz w nim być?

>>Seungri westchnął cichutko.

  • Nie chcę się dłużej promować sam. Poza tym sam mówiłeś, że w Japonii się nie wybiję. Ten sub-unit może być strzałem w dziesiątkę!
  • Raczej w zero. Wiesz, że akceptuję twoje akcje na koncertach, ale naprawdę, nie chcę być kojarzony tylko z fanservisem.
  • Oj mógłbyś się trochę poświęcić. Zwłaszcza, że pewnie niedługo się rozpadniemy i każdy pójdzie w swoją stronę. Po prostu chcę z tobą i z innymi spędzić jak najwięcej czasu.
  • Kto ci tego naopowiadał, co? Nikt się nie rozpada. A co do unitu, muszę to jeszcze przemyśleć. Na razie mam na głowie inne rzeczy.
  • Ale te wszystkie ciche rozmowy ostatnio, zebrania, nawet z szefem, po co to wszystko? I nikt mi nic nie mówi.
  • Ojej, panda będzie płakać. IDIOTO! Chyba muszę to powiedzieć, bo nie zdzierżę! To wszystko przez twoje urodziny. To twoja wina, że urodziłeś się w grudniu. I stąd cała ta konspira.
  • No w końcu się zamknął…
  • Jiyongi… chciałbyś u mnie nocować?
  • W sumie, czemu nie. Dzisiaj i tak miałem skończyć wcześniej i się trochę wyspać. Już wyjeżdżam. Jak dojadę, zginiesz za to kłamstwo, zobaczysz. Na razie.
  • Zostawię ci otwarte drzwi.


>>Jiyong wszedł cicho do przedpokoju i zdjął ciężką, nabijaną ćwiekami i niewiadomo czym jeszcze, kurtkę. Trochę się przeciągnął i ruszył w stronę jedynej w mieszkaniu sypialni. Seungri już drzemał, ale na dźwięk uchylanych drzwi, podniósł nieznacznie powieki.

  • Cześć, chcesz coś do jedzenia albo do picia? - wymamrotał.
  • Leż, jak będę chciał, sam sobie wezmę. Naprawdę nie jesteś chory?
  • Sorki, chciałem cię wkręcić – odpowiedział zaspanym głosem Seungri i poklepał poduszkę obok. - Chodź, jutro się umyjesz. Tylko trzeba kupić szampon, bo mi się skończył.

>>Jiyong w trzy sekundy ściągnął z siebie, co trzeba i wskoczył na wolne miejsce przy zwiniętej w kłębek postaci.

  • Wiesz, trochę mi zimno spać tak na pół goło, nie masz przypadkiem drugiej piżamy?
  • Mam – powiedział Seungri i otoczył go ramionami. - Śpijmy tak, jak kiedyś.
  • Nie uważasz, że to trochę gejowskie? - zaśmiał się Smok.
  • Masz coś do gejów?
  • Nic, ale wydaje mi się, że wolałbyś dzisiaj spać z kimś innym. Na przykład z brązowooką, długonogą…
  • Oczywiście, ale z braku laku… sam rozumiesz.

>>Smok pomacał go trochę po gołych plecach.

  • Utyłeś trochę, to się chwali.
  • Ty za to nic a nic. Przemyślałeś już kogo chcesz mieć w podgrupie?
  • A ten znowu swoje – chcesz zginąć?
  • Tak, czy nie? Ja wciąż jestem chętny.
  • Na razie nie. Prawdę mówiąc, myślałem bardziej o sobie i o Tae. Pasujemy do siebie muzycznie.

>> Seungri westchnął.

  • W takim razie ja do nikogo już nie pasuję…
  • Seungi, co ty w ogóle gadasz? Bez ciebie Bangi nie byłyby takie same.
  • Może byłyby lepsze?…
  • Nie piernicz już od rzeczy. Ale ci się zebrało…
  • … Ciekawe jak to będzie, gdy… już nas nie będzie. W jakim kierunku to wszystko podąży?
  • Kto to wie…
  • Wiesz… jakbyś poczuł się nagle sam… jakbyś miał problem, który cię przygniata… zawsze, możesz do mnie zadzwonić. Nie mam pojęcia, dlaczego tego nie robisz? Kiedyś ty mi pomogłeś, gdy przyjechałem tu i zupełnie nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Teraz kolej na mnie, żeby się tobą zaopiekować.
  • Dobrze… pójdę jednak po wodę, też chcesz?
  • Nie, dzięki. Jak wrócisz, będę pewnie już spał, więc dobranoc.
  • Dobranoc, Seungi.

>>Jiyong wygramolił się z pościeli i poszedł do kuchni. Wytarł po drodze łzę, która zaplątała mu się w kąciku oka.
>>Seungri miał rację, dobrze widział i dobrze słyszał. Za jakieś trzy lata mieli się rozpaść i tylko on o tym wiedział. Oczywiście „rozpaść” nie oznaczało „odejść z agencji”, no chyba, że ktoś bardzo chciał. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie będzie mu przykro zostawiać za sobą wszystkiego tego, na co tak ciężko razem pracowali. Bardzo dobrze rozumiał uczucia Seungriego. Jednak… nie było sensu dłużej tego ciągnąć. Każdy z nich był inny i każdy chciał osiągnąć co innego. Istniała jeszcze inna strona medalu. Zaczęli powoli wchodzić w wiek, w którym zakłada się rodziny, ma się własny dom, jeździ na obiadki do teściów… Przynajmniej on chciałby tego wszystkiego doświadczyć. Seungri jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, ale w końcu zrozumie, że tak będzie najlepiej, również dla niego. Ale to jeszcze trzy lata… Seungri ma rację, na razie należy cieszyć się z tego, co jest…
>>Jiyong wypił trochę wody z butelki i podreptał do łóżka. Seungri rzeczywiście już spał, a nawet trochę pochrapywał…

03

Persony non graty
[słodkie to jak jajko Kinder :P]

Sri obudził się nagle i poczuł na tyłku czyjeś ręce. Obejrzał się przerażony za siebie i zobaczył Tabisiową głowę i jego rozanieloną minę. Już miał go znokautować, gdy nagle ktoś skoczył na niego i zaczął obmacywać. Sri poczuł smród wódy i orzekł, że jedyną kampanią pijanego Tabiego musi być równie pijany Smok.
Skrzywił się i zrzucił z siebie Smoka.
Takie sytuacje zdarzały się nagminnie, gdy wyjeżdżali za granicę. Nie wiedzieć czemu Sri zawsze kończył ze Smokiem w jednym pokoju i Smok zawsze wychodził na imprezę i zawsze wracał pijany z Tabim, u którego włączał się wówczas niebezpieczny, trzeci poziom dotykalstwa.
Że też hyungowie musieli go maltretować nawet w nocy!
Kłębowisko ciał na podłodze co jakiś czas śmiało się niekontrolowanie i coś tam krzyczało. Sri westchnął boleśnie i podniósł zaspane ciało z łóżka. Zaczął szukać czegoś na podłodze i w końcu znalazł czyjąś nogę. Pociągnął za nią, ale zaraz ją opuścił. To była długa Tabisiowa noga i był pewien, że nie ma w tej chwili siły żeby ją dokądkolwiek zabierać. Tabisiowa noga musi zaczekać! Pomacał jeszcze raz i odnalazł łydkę, o którą mu chodziło. Tak, te chaszcze były mu znane. Bezceremonialnie pociągnął za łydkę i zaczął iść w stronę drzwi. Gdzieś za nim Tabi dukał:
    • Come back! Come back! Nie odchodź!
Smok śmiał się jak idiota.
Sri chcąc, nie chcąc musiał porzucić swój plan wywalenia ich obu na korytarz - postawiliby na nogi cały hotel. Zamiast tego zamknął drzwi na klucz i zaczął wciągać łydkę Smoka na łóżko. Poszło całkiem łatwo, czego nie można było powiedzieć o Tabim. Nie dość, że był ciężki, to Sri znowu poczuł Tabisiowe ręce na swoim tyłku. Był pewny, że dzisiejszej nocy będzie musiał otoczyć specjalną ochroną tę część ciała. W końcu ułożył obu na łóżku.
    • Mamo! Mamo! - Krzyczeli obaj, zaśmiewając się za każdym razem. - Utul nas do snu!
Sri pomyślał: - Za jakie grzechy? - i zaczął głaskać swoich hyungów po głowach.
Tabi o dziwo, szybko zasnął.
Sri przez chwilę myślał nad obecną sytuacją, po czym wśliznął się pod kołdrę przesuwając Smoka bliżej Tabiego. Nie było bezpiecznie spać przy Tabim trzeźwym, a jeszcze gorzej przy Tabim pijanym.
 Smok odwrócił się do maknae i przytulił się do niego…



04

[+18] 3D
[totalne GRI]

Była dziesiąta wieczorem, gdy lider Kwon skończył nową piosenkę. Zaczął się zastanawiać, komu dałby ją do zaśpiewania, ale że była dobra zostawił ją dla siebie mając nadzieję, że prezes nie odkryje tego drobnego faktu.
Odchylił się od biurka.
Od wczoraj ogarniała go wielka smuta i przygnębienie. Wczoraj zostawiła go dziewczyna. Kolejna. Nie ulegało wątpliwości, że miał pecha. Zawsze kończyło się tak samo:

„- Ji Yong oppa!
  • Słucham?
  • Musimy ze sobą zerwać.
  • Eh!
  • Mama nie pozwala mi się z tobą spotykać, bo jesteś narkomanem.
  • <BÓL>”
oraz

„- Ji Yong oppa!
  • Słucham?
  • Zrywamy ze sobą.
  • Eh?
  • Możesz mnie podwieźć do centrum, jest mega wyprzedaż!
  • <BÓL>”

Schował twarz w dłoniach.
Nagle drzwi studia otworzyły się i czyjeś silne ręce otoczyły go od tyłu. K. zmieszał się i przestraszył. Nie znał tych rąk. Były ciepłe i obejmowały go z taką czułością, że poczuł się jak dziewczyna.
  • Hejka, Ji Yong hyung! Co robisz? Dawno tu jesteś? Było zarąbiście! Spotkałem Angelinę z Bradem, co prawda z daleka, ale wiem gdzie mieszkają. Możesz sprawdzić mi ten tekst? A ty, jak się bawiłeś?
W jednej sekundzie K. zalało milion i jedno pytanie. Odwrócił się powoli i spojrzał na Seungriego,... ale to nie mógł być on. Ktoś porwał S. w czasie wakacji i podstawił przystojnego faceta.
Ji Yongowe serce załomotało.
K. pospiesznie odwrócił się do biurka i zaczął myśleć.
    • Co to przed chwilą miało być?! Jak on wygląda?! Czemu ja...? Chciałbym go przelecieć?
      K. odwrócił się w stronę S. z podstępnym wyrazem twarzy.
    • Dziś dopełni się twój los.
K. przewrócił zachęcająco oczami.
    • Daj, sprawdzę ci ten tekst.
S. jednak nie był w ciemię bity. Zauważył Kwonowy błysk w oku i zaczął się zastanawiać.
    • Co się tak cieszysz? Kupiłeś sobie buty z limitowanej kolekcji? Masz dziewczynę?!
Przez twarz K. przeszedł grymas. Wstał, wziął kartkę z tekstem S.i usadził go na swoim miejscu. Studiował przez chwilę piosenkę, po czym podstawił mu kartkę pod nos, objął go i pochylił się, niemal dotykając policzkiem jego policzka.
    • Wydaje mi się, że powtarzanie słowa 'sexy' trzy razy w wersie to spora przesada – rzucił w przestrzeń.
    • Tak myś... - S. odwrócił się pospiesznie i jego usta natrafiły na Kwonowy policzek.
K. uśmiechnął się.
    • Tak myślę.
S. cofnął się, obserwując podejrzliwie jak K. powoli podnosi się i siada naprzeciwko niego na biurku, stawiając stopy na poręczach fotela.
Patrzyli sobie w oczy.
    • Zostawiła cię dziewczyna – stwierdził S.
Kwonowa piramidka z palców ani drgnęła.
    • Zastanawiam się nad jedną rzeczą...
I K. objął twarz S., pochylił się i pocałował go w taki sposób, w jaki Tabiemu się nie marzyło.
S. zamrugał szybko oczami. A więc to czuł Tabi za każdym razem. Usta K. były kobiece, były słodkie. Wcale się nie dziwił, że Tabiego poniosło ostatnim razem i nie było mowy o żadnych 'wall kiss'.
S. kochał kobiety, co do tego nie było wątpliwości, a mimo to zawsze uważał, że ciało lidera jest ładne. Za czasów ich debiutu lubił z nim sypiać i lubił być przez niego przytulany i szturchany.
Tak po prawdzie S. szkoda było lidera. Jego kontakty z kobietami kończyły się zazwyczaj kolejnymi wersjami 'Lies'. S. od dawna zaczął podejrzewać, że to w K. tkwi problem. Uważał, że K. nie jest w stanie być z kobietą, bo sam jest bardzo kobiecy. Gdyby znalazł odpowiedniego mężczyznę S. byłby o wiele spokojniejszy. Wprawdzie nie znał za bardzo tamtego środowiska, ale dla S. nie było rzeczy niemożliwych.
To, co było radosne w tej sytuacji to ujawnienie się preferencji lidera, to co go niepokoiło to to, że te preferencje ujawnił na nim.
K. odsunął się od niego. Oczy mu błyszczały. Zdecydowanie nie czuł się tak przy żadnej dziewczynie.
S. miał nieprzeniknioną twarz.
    • Ji Yong hyung. Może zapoznam cię z kimś ciekawym?
      Lider spojrzał na niego jak na barana.
    • Po co, przecież mam ciebie. - I pochylił się żeby znów go pocałować.
S. przeraził się nie na żarty. Owszem, przyjaźnił się i podziwiał K., ale nie spodziewał się, że tamten zechce naruszyć nienaruszalną sferę.
      Jego ręka przytrzymała twarz K.
    • Zdajesz sobie sprawę, co zrobiłeś? Pocałowałeś faceta, hetero i maknae w jednym.
      K. podparł się łokciami i uśmiechnął szelmowsko, przygryzając usta.
    • Nie podobam ci się? Ani trochę? Ani troszeczkę?? - wyszeptał.
      S. odwrócił głowę, żeby wstać, gdy noga K. zablokowała go. W uszach S. zabrzmiała cicha, wężowa mowa. Kusił go sam diabeł.
    • Nie chcesz sprawdzić jak to jest? Nie chcesz mnie dotknąć?
      S. poczuł język K. na swojej szyi.
    • Jestem dzisiaj tylko twój.
      K. zaczął rozpinać mu sweter.
    • Kochaj się ze mną.
S. dotknął jego ramienia.
Jeśli potraktuję go jak kobietę, to może...
K. już zdejmował mu koszulkę, zajmując się po drodze każdym fragmentem ciała. Dużą uwagę poświęcił sutkom, na co S. przygryzł mocno wargi. Ssał je i lizał jak mała dziwka. Jego ręka robiła niespotykane dla S. rzeczy. Gdy dotarła do tajemnego miejsca, S. zamknął oczy.
- Taak... - jęknął.
Czuł jak druga ręka K. dotyka jego włosów, jak palec bada jego usta i jak on lekko gryzie ten palec.
Ledwo zdążył ogarnąć umysłem to wszystko, co się działo gdy zalała go rozkosz. K. w międzyczasie zdążył już uporać się z jego ubraniem i obecnie bawił się jego męskością. Drażnił się z nim i na powrót go oswajał. Dawał i równie szybko zabierał. Na moment zostawił zwierzę i przysunął usta do jego ust. Miał przymknięte oczy. Pocałował go głęboko i namiętnie, podczas gdy jego kolano sprawiło, że S. przestał na chwilę oddychać. Po chwili znudził się jego wargami i zjechał po jego piersi i brzuchu docierając do zwierzęcia i biorąc go do ust. S. jęknął. Język K. był nadzwyczaj wprawny. Gdy przyspieszył tempo, dając S. do zrozumienia, że żarty się skończyły, temu drugiemu zaćmiło się przed oczami.
Aż do tej pory myślał, że K. nie posunie się dalej, ale bardzo się mylił. K. był profesjonalistą i lubił kończyć rzeczy, które zaczynał. Zawsze.
S. szczytował, ściskając mocno ramię K.
Nagle złapał go i popchnął brutalnie na biurko. O ile K. starał się zachować jako takie maniery, o tyle S. wcale się nimi nie przejmował. Ugryzł go w ucho, potem w szyję. Błyskawicznie zanurkował pod jego damską, luźną koszulkę, by napotkać usta, którymi się nie zajął. K. czuł wszystkie jego mięśnie na swoim szczupłym ciele. S. uniósł ramiona i ściągnął koszulkę. Sięgnął na dół i zsunął mu spodnie i bokserki Galliano. Język S. znalazł rozkoszny punkcik K. i zajął się nim doprowadzając K. do drżenia. W końcu włożył w niego palec.
    • Aaaaa... boooli!... W lewej szufladzie jest lubrykant.
    • Przygotowałeś się, nie ma co.
Gdy S. znalazł co trzeba, dotknął Kwonowego pośladka i znieruchomiał.
    • Dżizas, co ja najlepszego wyprawiam!?
      K. odwrócił się na te słowa i popchnął S. na fotel. Usiadł na nim i zbliżył usta do jego ucha.
    • Wypieprz mnie tak, żebym nie poczuł jutro tyłka.
K. sięgnął ręką do torby, wyjął paczkę prezerwatyw i zaczął się z nią szamotać. Wreszcie rozpakował ją i przysunął sobie jedną gumkę do ust, rozrywając folię. Nie pytając się o zgodę naciągnął na S. prezerwatywę i otworzył lubrykant.
    • Poczekaj! - powiedział cicho S. - To jest złe.
    • Z której strony?
    • Z każdej.
K. ujął twarz S. w obie ręce.
- Kochanie, potraktuj mnie jak te swoje wszystkie dziwki. Jestem dzisiaj twoją małą suką.
K. zaczął całować go namiętnie. Jego język zwiedzał każdy zakamarek. Oderwał prawą rękę od policzka S. i otworzył lubrykant. S. poczuł jak jego członek w ciasną, rozgrzaną przestrzeń.
    • Ohhhhh...
K. miał zamknięte oczy i otwarte usta.
W końcu członek S. zatopił się w nim cały. K. skrzywił się.
S. przestraszony chwycił jego ramię.
    • Boli cię!?
K. przewrócił oczami.
    • Maknae, jesteś seksowny, ale durny jak but. Nie gadaj tyle, to ja będę... mówił.
K. zaczął unosić się i opadać. S. uniósł głowę. Zapomniał o swoich obawach. Objął K. w pasie i zaczął całować jego szyję.
    • Ochhhhh... maknae... ochhhhhhhhh... dobrze ci iiiiiiiidzieeeeeeee... - S. natrafił w końcu w punkt G.
    • Szybciej, ty kurewska świnioooooooo, szybcieeeeeeeej!!...
Przylgnęli do siebie. K. zacisnął zęby na szyi S. Jego całe ciało drżało i wyginało się w łuk. Czuł sensacje w brzuchu. Mięśnie zaciskały się na członku S. Zaczął dochodzić. Bardzo wolno odchylił się o tyłu.
    • Aaaaaaaa... Seungri!!... Taaaak...
Głowa K. opadła na poręcz fotela. Ręce zaczęły szukać czegoś w torbie na dole. Po chwili zdumiony S. zobaczył jak na jego piersi ląduje kartka i K. zaczyna coś zapamiętale na niej pisać. Nagle spojrzał na S. i poklepał go po głowie jak zwierzaka.
    • Dzięki za pomysł na nową piosenkę. To będzie hit!
      S. był trochę zdezorientowany. Podczas gdy K. ubierał się pospiesznie, podparł dłonią brodę i rozmyślał nad tym, jak szybko odwracają się role.
Epilog

Smok siedział naprzeciwko swoich czterech kolegów i nie wiedział jak to powiedzieć. W rogu Sri wydzielał złą aurę, Tabi bawił się jakimś Bardzo Ważnym Pokrętłem, a reszta miała znudzone miny.
Smok w końcu podniósł głowę i uroczyście oznajmił:
    • Mam wam coś do powiedzenia.
Pokręcił się w fotelu, przyjrzał wszystkim ścianom i ze skromną minką szepnął:
    • Jestem gejem.
 W tym momencie Seungriemu powiększyła się podkówka, Tae i Dae równocześnie wydali okrzyk i osłonili swoje dziewicze ciała, a Tabi urwał Bardzo Ważne Pokrętło…  

05

High High [w tym +18]
[wynik mojej niezdrowej fascynacji sub-unitem GD&TOP, 
która trwa po dziś dzień…]

Gdy tylko zobaczyłem kłębowisko ludzi przed wejściem szczęka mi opadła.
To tak wygląda „małe przyjęcie urodzinowe koleżanki”?! A żeby cię! Głupia smarkula!
Zanim zdążyłem mrugnąć, ta mała wsza, wyskoczyła z samochodu jak proca, a za nią jej dwie koleżanki. Zobaczyłem jedynie jak wyjmują coś z torebek, podpisują się i znikają w czeluściach klubu.
A niech to!!
Wyłączyłem silnik i mimo niestabilności emocjonalnej w tamtym momencie, wytarłem ściereczką całą deskę rozdzielczą wraz z kierownicą, jak to miałem w zwyczaju. Następnie zamknąłem samochód i sprawdziłem dwa razy, czy rzeczywiście to zrobiłem. Teraz mogłem zacząć działać.
Podchodzę do ochroniarza przy wejściu i pytam:

'Czy to urodziny Yunji?' - Na co stojące przy mnie, wysokie jak tyczki, dziewczyny zaczynają się histerycznie śmiać. - 'Głupie krowy!'

'Nie, to High High Party' – odpowiada sztywno ochroniarz.

Odwracam się na chwilę i zaczynam się zastanawiać.
Tyczkowate dziewczyny krztuszą się ze śmiechu.
'Jeśli to nie urodziny Yunji, to pewnie Yuny' - myślę, pukając się w brodę, co zawsze pomaga mi w przypominaniu sobie różnych rzeczy.
'To są urodziny Yuny!' - zwracam się do ochroniarza, triumfalnie podnosząc w górę swój palec wskazujący.

Gromada tyczek leży już na chodniku. Niektóre obijają się o ściany. Myślę sobie, ale te dzisiejsze dziewczyny są niezgrabne!

'To impreza GD&TOP' – oznajmia ochroniarz.
'Eh??'
'Big Bang.'
'Eeh??'

Ochroniarz chyba traci cierpliwość, bo jego twarz tężeje. Pyta mnie:

'Masz wejściówkę?'
'Eeeeh??'
'Idź, poczytaj coś, napij się mleka i połóż spać' – Delikatnie przekręca mnie i popycha. 

Tyczki umierają.

Idąc w stronę samochodu zastanawiam się po kiego miałbym czytać książki o tej porze i pić mleko, którego nie znoszę. Nagle za mną robi się jeden wielki szum i pisk. Biegają z kamerami, kosmetykami i oświetleniem. Z klubu wychodzi jakiś koleś i od razu stwierdzam, że to z jego powodu podniósł się kurz z chodników. Tyczki zaczynają wypinać biusty do kamery. Myślę sobie, to drama czy co? Koleś, który jest jak widać obiektem westchnień w tej kolejce złożonej z samych kobiet, ustawia się na jej końcu. Nie wiem co one w nim widzą. Nie jest ani przystojny, ani słodki jak cukierek. Patrzę na swoje buty, potem na niego. Stwierdzam, że jego ubranie jest przedziwne. Ma pudla na głowie i szczurzą twarz. Zdecydowanie mi się nie podoba – ani on, ani ta cała sytuacja. Powinienem jechać z powrotem do domu i wezwać wsparcie albo coś. Głupia, mała wesz! Niech cię Cerber przetrawi i wypluje do Styksu. Wtem w moje bębenki łomotnęła muzyka, rozległ się jeszcze większy pisk, a koleś zaczął iść do wejścia, machając rękami jak idiota. Niewiadomo kiedy ekipa kamerująca przesunęła się w moją stronę. Niemiłosiernie potrącany i przesuwany znalazłem się przy ochroniarzu. Patrzę, a koleś idzie w moją stronę. Ja – przerażony kamerami, które kierują się na mnie – robię krok w tył. On – zgarnia po drodze jakąś tyczkę i wiesza mi się na szyi. Potem wprowadza nas oboje do klubu. Ledwo mieścimy się we troje w wejściu.

'Cięcie!!!'

Koleś zdejmuje z nas ręce i idzie w stronę kamerzystów. Tyczka mierzy mnie obojętnym wzrokiem. Ludzie, jest ode mnie wyższa o głowę! W sekundzie decyduję się iść dalej do czeluści Hadesu. Może uda mi się wyciągnąć stamtąd tą mątwę! Po drodze mijam uśmiechnięte stewardessy z dziwnymi czapkami na głowie. Wszystkie są cudzoziemkami. Idę niepewnie do przodu i natrafiam w końcu na kawałek ściany. Opieram się o nią i decyduję, że na jakieś 4 minuty zostanie moją bazą. To wystarczający czas by rozejrzeć się w sytuacji. Rozglądam się. Wszędzie śmierdzi, dudni i nic nie widać. Przed oczami miga mi koleś z zewnątrz i niknie w oparach. Napiłbym się wody. Ciukam najbliżej stojącą stewardessę i swoim doskonałym angielskim pytam o wodopój. Wskazuje palcem na wprost. Rozumiem ją. Ja też nie miałbym ochoty mówić, gdybym miał origami na głowie. Zanurzam się w chmarę ludzi. Ktoś wylewa na mnie drinka. Na podeście tańczy jakiś facet z białymi włosami. Normalnie sodoma i gomora! Docieram do barku. Czuję, że źle się zrozumieliśmy ze stewardessą. Pytam barmana-cudzoziemca:

'Water?'
'No, no, vodka!' - Przytakuję, bo zawsze tak robię, gdy nie dosłyszę.
'Know, Yunji, Yuna?'
'No, no.' - Barman kręci głową.
Wygląda na to, że mała wesz paskudnie mnie oszukała. Cholera jedna! Nigdy i nigdzie jej nie podwiozę! Never!! A tak się mizdrzyła i prosiła:

'Braciszku, zawieziesz mnie na urodziny? Proszę! Proooszę!!'
Z wściekłości wypijam całą szklankę, którą przynosi mi barman. Jasna cholera!! Wódka zaczyna mnie palić w gardło. Czasami dobrze jest zapytać jeszcze raz, gdy czegoś się nie dosłyszy. Jestem załamany. Zachowuję abstynencję od urodzenia. Pytam barmana o łazienkę. Wskazuje na wprost. Czy oni nie znają innych kierunków?? Z westchnieniem postanawiam jednak ruszyć tyłek. Po drodze mijam kilku narąbanych jak pniaki facetów i mnóstwo tyczek wygiętych w różne strony świata. Wszystkie starają się być bardzo seksi. Muzyka mnie dobija. Jako pianistę i jako estetę. Kim są ludzie, którzy tworzą takie prostackie melodie? Docieram do męskiej łazienki. Widzę jak w oddali uśmiechają się stewardessy. Łazienka jest dość ładna. Płuczę usta i myję ręce. Robi mi się gorąco. Sztywnieję, gdy z jednej z kabin dochodzą do mnie odgłosy pełne ekstazy. Matko, co to za miejsce?! Nagle drzwi łazienki otwierają się i wchodzi ten koleś z zewnątrz. Obserwuję go w lustrze. Ma poważną minę. Ciężko stwierdzić, czy jest pijany. Ups! A jednak jest, bo ze wszystkich siedmiu kabin wybiera akurat tą, z której dochodzą odgłosy.

'Sorry' – mówi spokojnie, gdy natrafia na scenkę rodzajową i wchodzi do kabiny obok.
Widać, że dzisiejszego wieczoru osiągnął stuprocentową obojętność. Trochę mu zazdroszczę. Parka z hałaśliwej kabiny, obściskując się wychodzi z łazienki. Idę wysuszyć ręce. W mojej głowie ktoś włączył karuzelę na najszybszy tryb. Chwytam się umywalki. Minji-ah! Zapłacisz mi za to! Dochodzę do wniosku, że Cerber, którego nasłałem na Minji właśnie mnie trawi. Słychać kliknięcie zamka. Widzę jak koleś wychodzi z kabiny i podchodzi do umywalki. Jesteśmy sami i otacza nas stosunkowa cisza. Może dlatego zaczynamy się sobie przyglądać. Jego oczy patrzą, ale nie widzą. Nie wiem, czy w ogóle o czymś teraz myśli.

'Niezła impreza, nie?' - pyta i odwraca się do lustra.

'Yhy' – potakuję niemrawo, a moja karuzela przyspiesza.

Nie wiem czemu, ale mam straszną ochotę dotknąć jego pudla na głowie. Podchodzę do niego i zatapiam palce w plątaninie włosów. Jestem szczęśliwy, że to zrobiłem. On przestaje się przeglądać i odwraca w moim kierunku. Widzę jego nieprzytomne, zmrużone oczy. Otwieram usta, żeby mu powiedzieć, że ma fascynującego pudla, gdy czuję jak jego język podchodzi mi do gardła. Zaczynam się krztusić i odpycham go od siebie. Widzę jego zdziwioną twarz, a on widzi moją. Po raz pierwszy pocałował mnie mężczyzna, a raczej prawie udusił. Czuję, że powinienem być oburzony. Zauważam, że moja ręka wciąż jest wplątana w jego włosy. Cofam ją szybko.

'Wiesz kim jestem?' - pyta.
'Eh? Niespecjalnie.' - Mój Boże! Co to w ogóle za słowo „niespecjalnie”.

Obserwuję jak sięga do kieszeni spodni i wyciąga paczkę Marlboro.

'Zapalisz?'

Nigdy w życiu nie paliłem, ale wyciągam rękę po papierosa. On chwyta mnie za brzeg mojego grzecznego sweterka i prowadzi do kabiny, zamykając ją za sobą. Na szczęście jeszcze nikt nie zdążył w niej napaskudzić. Siadamy naprzeciwko siebie. Wkładam swojego peta do ust. Dżizaz, czuję się jak świnia.

'Mam tylko pięć minut' – oznajmia.
'Co cię tak goni?' - myślę sobie.
Zapala szybko oba papierosy i zaciąga się swoim. Do łazienki wchodzi grupka dziewczyn. Najwyraźniej siusiak na drzwiach nic dla nich nie znaczy. Przyglądam się papierosowi z filozoficznym namaszczeniem. W końcu wkładam go z powrotem do ust i powoli zaciągam. Jestem dumny z siebie. Jestem bardziej dumny niż kiedy gram.

'Co porabiasz?' - Pytanie przefruwa wraz z dymem w moją stronę.

Zastanawiam się jak na nie odpowiedzieć, szczegółowo czy ogólnie.

'Studiujesz?' - Przytakuję. - 'I gram.'
'W co?' - pyta z powątpiewaniem.
'Na fortepianie.'

'Aaa...' - kiwa głową. Najwyraźniej moja postura nie kwalifikuje mnie w jego oczach do uprawiania jakiegokolwiek sportu.

'A ty, co robisz?' - pytam z czystej uprzejmości, bo po prawdzie wcale mnie to nie interesuje.
'Też gram.'
'Ooo, a na czym.' - Jestem naprawdę zdziwiony.
'Na wielu rzeczach, zwłaszcza na nerwach.' - Uśmiecha się szeroko.

Stwierdzam, że jednak wygląda słodko. Duży potencjał aegyo.
Nie jestem z natury ciekawski, ale ta kwestia nie daje mi spokoju, poza tym znowu zaczyna mi się kręcić w głowie, więc pytam z powagą:

'Dlaczego wsadziłeś mi język do gardła?'
'Molla. Chyba jestem pijany.' - Czy bycie pijanym rozwiązuje wszystkie sprawy?
Przytakuję i robię minę „wszystko zrozumiałem” - którą robię zawsze, gdy niewiele rozumiem.
Koleś wstaje i wrzuca peta do kibla.

'Muszę już iść.'

Chwila zastanowienia.

'Chcesz szampana?'

Myślę sobie, to jakiś importer używek, że mi tak wszystko proponuje? Ale zgadzam się. Muszę zagłuszyć sumienie. Nigdy nie zgadzałem się tak szybko na robienie złych rzeczy. Od przedszkola tylko nie i nie. Wiruje mi świat. To całkiem przyjemne. Wyrzucam swojego peta i wychodzimy z kabiny, a potem z łazienki. Jak przez mgłę przypominam sobie, że miałem kogoś znaleźć, ale tylko posłusznie maszeruję za kolesiem z pudlem na głowie. Ale jaja – myślę.

Gdy wyszedłem za drzwi nic już nie było takie jak wcześniej.  

2.

Stoję przed drzwiami i nie wiem, co powiedzieć. Boję się, że ta aparatura przede mną mnie usłyszy i przekaże dalej. Za dużo przycisków. Wycofuję się. Nagle ruchome drzwi się otwierają i wychodzi gostek. Ma kaptur i czapkę. Myślę sobie, gdzie nauszniki i futro.
    • Heeej, jesteś Minho. - I stuka mnie po plecach jak się stuka niemowlaka, żeby odbeknął, co zjadł. Mam grymas na twarzy.
    • Mów mi Teddy.
„Dzieci, przywitajcie nowego kolegę oklaskami!”.
Od wczoraj jestem sarkastyczny.
    • Chodź za mną.
Kiwnąłem głową. Zauważyłem, że jeszcze nic nie powiedziałem, ale nie martwi mnie to za bardzo. Może nie lubię dresów?
Wchodzimy do środka. Zewsząd atakuje mnie nowoczesność. Powoli zastanawiam się, czy nie wyjść. Zatrzymujemy się przed windą i miś Teddy mówi mi:
    • Jedź na siódme.
Kiwam głową i wchodzę do windy. Miś Teddy patrzy na mnie. Mam mu pomachać? Wciskam siódme i drzwi się zamykają. Poprawiam mój grzeczny sweterek. To jeden z rodziny pięciu grzecznych sweterków, które posiadam. Był jeszcze szósty, ale zgubiłem go trzy dni temu na imprezie High High. Wszystkie moje sweterki po nim płaczą. Dojeżdżam na siódme. Drzwi się otwierają i wychodzę z windy. Ciężko mi się ustosunkować, bo stoję obok trzymetrowego plastikowego robota.
    • Witaj w YG Minho.
Kiwam głową jaszczurzej twarzy przede mną. Prowadzi mnie w stronę ogromnego biurka.
    • Usiądźmy.
    Siadamy.
    • Jiyong pokazywał mi, co skomponowałeś. Jest niezłe.
Aha, „koleś” nazywa się Jiyong.
Kiwam głową na znak, że niestety znam sytuację.
    • Mam tu coś dla ciebie.
Podaje mi przez biurko mój sweterek. Marszczę brwi.
    • To nie mój sweter. - Brzmię jak: „nie kocham cię już więcej”.
Widzę jak jaszczurza twarz panikuje.
    • Kupiliśmy ci nowy, bo tamten się zniszczył.
Kiwam głową. Myślę sobie, jak tak można.
    • Pójdziemy teraz do studia nagraniowego.
Wstajemy i jaszczurza twarz podchodzi do mnie i obejmuje mnie ramieniem. Myślę sobie, ma problem. Idziemy ciemnymi korytarzami do studia. Trzymam przed sobą sweterek, a Jaszczurza twarz ciągle nawija. Jestem zmęczony. Przypominam sobie butelkę, którą rozbiłem o stół trzy dni temu, co wcale nie poprawia mi humoru. Wchodzimy do studia. Na obrotowym krześle kręci się miś Teddy. Przy nim widzę garb kolesia, którego imienia nie znałem aż do dzisiaj. Obaj kiwają mi głowami.
    • Dobrze, znasz już Teddy'ego – to jeden z naszych producentów. On i Jiyong pokażą ci jak zaaranżowali twoją muzykę. Powodzenia.
Jaszczurza twarz wychodzi. Patrzę ostentacyjnie na gołe zdjęcie Janet Jackson. Sodoma i gomora.
    • Cześć, Minho - mówi koleś, znaczy Jiyong oppa. Zastanawiam się czy pamięta jak tańczyłem na stole.
    • Posłuchaj tego.
Parę bitów na krzyż, świsty, trzaski i słyszę jak ktoś komuś rozbija talerz. Myślę sobie, czego mam słuchać.
    • Podoba ci się? - Jiyong oppa, gapi się na mnie. Jestem zażenowany.
    • Niespecjalnie. - I znowu to słowo.
Miś Teddy się odwraca.
    • Co byś zmienił?
Odsuwam fotel Jiyonga oppy, żeby lepiej przyjrzeć się temu, co natworzyli. Zauważam paluchy na monitorze. Odkładam fałszywy sweterek na biurko i wyjmuję z torby moją niezawodną ściereczkę. Przecieram cały ekran. Patrzę na niego. Nie ma tam nut, tylko góry i doliny w różnych kolorach. Nic nie kumam, więc przysuwam fotel Jiyonga oppy z powrotem na miejsce.
    • Trzeba pozbyć się wszystkiego, co nie jest moją muzyką.
Widzę, że Jiyong oppa jest wstrząśnięty.
    • Tak, tylko chcieliśmy zrobić piosenkę, dodać rap i tak dalej. Twój utwór jest za wolny.
Tym razem to ja jestem wstrząśnięty.
    • Proszę, spróbuj to zaśpiewać.
Jiyong oppa wpycha mi kartkę do rąk i popycha do drzwi naprzeciwko.
Zaczyna mnie mdlić, ale wchodzę do drugiego pokoju i staję przed mikrofonem. Czuję się jak dziecko w inkubatorze. Patrzę na kartkę, a tam: „obsesja” i „zabiję”. Kręcę głową i zmieniam tekst w pamięci. Jiyong oppa daje mi znak i zaczynam śpiewać. Nigdy nie śpiewałem, ale ostatnio robię wiele rzeczy po raz pierwszy. Muzyka gwałtownie się urywa. Słyszę jak Jiyong oppa skrzeczy, żebym nie zmieniał tekstu. Kiwam głową, żeby rozluźnić kark. Znowu śpiewam i znowu muzyka się urywa. Słyszę:
    • Trzymaj się tekstu!
Daje mi znak. Wyśpiewuję dzielnie pierwszą linijkę, gdy nagle drzwi się otwierają i wpada Jiyong oppa wpieniony nie na żarty.
    • Słuchaj, ty kurewski geniuszu! W tej piosence nie ma nic o kwiatkach, ani skrzywdzonym białym łabędziu! Masz robić co ci każę! Podpisałeś kontrakt!
Dżizaz, to prawda.
    • Ten tekst jest zły – oznajmiam.
W oczach Jiyonga oppy widzę mord.
    • Normalnie zaraz cię uduszę!
Zastanawiam się, czy mu to powiedzieć, czy nie.
    • Już raz mnie dusiłeś.
Ręce Jiyonga oppy zaczynają ściskać jego głowę. Myślę sobie, nie nadaje się na ojca.
    • Językiem.
Jiyong oppa zapowietrza się. Mijam go i wychodzę z pokoju. Biorę fałszywy sweterek pod pachę, kto wie, może rodzina sweterków go zaadoptuje, i kiwam głową mrugającemu misiowi Teddy'emu. Wychodzę ze studia i z budynku. Na rogu ulicy opieram się o latarnię.
A wszystko przez to, że zachciało mi się nowego fortepianu.

3.
Myślę intensywnie. Jestem spłukany. Zawracam. Przy wejściu spotykam tego z białymi włosami. Ciekawe, jak się czuł po moim pierwszym, własnoręcznie zrobionym drinku.
    • O, cześć Minho!
Stwierdzam, że niedobrze.
    - Idziesz do studia?
    • Idę.
Podchodzimy do windy. Otwiera się. Stoi w niej Jiyong oppa. Przyjął pozycję wściekłego dzika. Zauważam, że brakuje mu raciczek.
    • Hej, hyung – mówi do białych włosów. Celuje we mnie palcem.
    • Idziemy pogadać.
Zaczynam go nie lubić.
Wchodzimy do stołówki i Jiyong oppa usadza mnie na krześle przed sobą.
    • Słuchaj, przepraszam za wtedy. Byłem pijany.
    • Ok.
Jiyong oppa przysuwa się do mnie gwałtownie.
    • To po co, o tym trąbisz?!
Patrzę na niego. Wygląda marnie.
    • Wybaczam – mówię.
Jiyong oppa odsuwa się i wzdycha.
    • Wróciłeś, to znaczy, że będziesz współpracował?
Zastanawiam się chwilę nad pytaniem.
    • Częściowo.
Przez jego rozszerzone nozdrza można zobaczyć płuca.
Słyszę jak ktoś za mną otwiera drzwi. Jiyong oppa wstaje i idzie w ich kierunku. Po chwili słyszę jeden wielki wrzask. Odwracam się. Patrzę jak Jiyong oppa maltretuje kogoś na podłodze. Przyglądam się im przez chwilę. Tamten chyba kona. Odwracam się szybko, bo przypomniałem sobie, że miałem obliczyć ile godzin mieści się w pięciu latach, pomijając soboty, niedziele i czas, który spędzam na uczelni. Zaraz, pięć lat to 60 miesięcy... Przestaję liczyć, bo czuję za sobą czyjąś złą energię.
    • Idziemy do studia.
Odwracam się i widzę jak Jiyong oppa odchodzi. Na podłodze leży trup. Gdy go mijam, wyciąga rękę. Może to jednak zombi.
    • Jestem Seungri.
Ściskam delikatnie jego rękę w obawie, że odleci.
    • Ty się nie martw, on tak zawsze – mówi wskazując na drzwi, przez które przed chwilą wyszedł Jiyong oppa.
    • Wszystko słyszę, maknae! Podnoś dupę i do studia! - Gadająca głowa Jiyonga oppy pojawia się w uchylonych drzwiach.
Sri podnosi się szybko i ruszamy za dyktatorem.
Gdy wchodzimy do środka zauważam brak misia Teddy'ego i białe włosy, które piszą coś na kartce.
    • Maknae do śpiewania, a ty siadaj i ucz się tekstu!
Jiyong oppa rzuca mi kartkę, poprawia czapkę i siada w fotelu.
    • Nie chcę – mówię mu zgodnie z prawdą.
Jiyong oppa przekręca fotel w moim kierunku.
    • Wytłumacz mi, co jest z tobą nie tak. Dlaczego nie chcesz zaśpiewać jednego, pieprzonego fragmentu!?
    • Twój tekst nie jest godny mojej muzyki. Żądam wywalenia wszystkich bitów, które robią hałas, a zakrywają piękno mojej muzyki. No i przede wszystkim trzeba pozbyć się rapu.
Białe włosy i Sri zdychają ze śmiechu, podchodzą do mnie i rzucają mi się na szyję.
Jiyong oppa krzyczy:
    • I ty, hyung, przeciwko mnie!? - Na co białe włosy kręcą niezauważalnie głową i wracają do pracy.
    • Maknae! Za szybę!
Jiyong oppa podchodzi do mnie.
    • Bądź tu jutro o 10.
Kręcę głową, na co Jiyongowi oppie drga powieka.
    • Mam zajęcia.
    • O 10... wieczorem.

4.

Jest 21.30 i jadę samochodem na spotkanie z Jiyong oppa. Decyduję się spóźnić i zjeżdżam na parking. Przebija mi się opona. Kurwa. Zacząłem od niedawna przeklinać. Muszę pomyśleć. Cztery dni wcześniej, gdy wyszedłem z Jiyongiem oppą z łazienki, zacząłem się dobrze bawić. Miałem wrażenie, że widzę Minji, gdy poprawiałem swój stan szampanem. Następnego ranka konałem. Zadzwonił telefon:
    • Dzień dobry, czy to Minho?
Miałem spore wątpliwości, co do tego.
    • Chyba tak.
    • Z tej strony mówi prezes agencji YG Yang Hyunsuk.
    • Aha.
    • Chcielibyśmy podpisać z tobą kontrakt. Twoje kompozycje są dobre.
    • Aha.
    • Pamiętaj, jutro o 10. Do zobaczenia.
Coś mnie ukłuło. Wstałem i poszedłem do mamy. Patrzę, a mama stoi z wielkim transparentem „GRATULACJE!!!”. Myślę sobie, za co mam jej dziękować.
    • Oh, Min-chan! Oh, dostałeś się! Oh, gratulacje!
Oh, chyba zaraz zwymiotuję!
    • Co tu się dzieje?!
    • Razem z Minji postanowiłyśmy pomóc twojej karierze.
    • Aha, a co ma jej pomóc?
    • No jak to, co! Masz kontrakt z naszą ulubioną agencją!
    • Mamo, powinnaś interesować się Schubertem, Mozartem, trotem!
Nagle na jej twarzy pojawił się podstępny uśmieszek.
    • Min-chan, będziesz mógł kupić nowy fortepian. Pomyśl, Min-chan, jaka szansa! Pomyśl!
Myśląc, wyszedłem z domu.
Jeszcze tego samego dnia podpisałem kontrakt.
Jest 22.00. Stoję.
Stwierdzam, że może pójdę zobaczyć, co z oponą. Wysiadam i przyglądam się. Przebita. Mija 15 minut akademickiego spóźnienia.
Wracam do domu.

5.

Jest 5 rano. Dzwoni telefon. Ignoruję go.
On nadal dzwoni.
Jest 5.15 i zadzwonił już siedem razy.
Podnoszę go. To Jiyong oppa. Odkładam.
Jest 5.30. Dzwoni jak zarzynana świnia.
Wchodzi mama.
    • Kochanie, wyłącz budzik. - Wyłącza telefon.
6.00 – dzwoni. Odbieram.
    • Słucham?
Łacińska litania. Myślę sobie, Jiyong oppa zna tyle słów.
    • Ale, o co chodzi? - Próbuję dodać coś od siebie.
    • Słuchaj, jak mi się zaraz, kurwa, nie stawisz przede mną, to cię rzucę pedo-noonom na pożarcie!
Łacińska litania.
    • Dlaczego, dziadzie, nie odbierasz telefonu!?
    • Nigdy nie wstaję przed 6.
    • To zaczniesz! Już ja się o to postaram!
Myślę sobie, którym włosiem szczoteczki najlepiej myć zęby – miękkim czy średnim.
Pytam:
    • Którym włosiem szczoteczki najlepiej myć zęby – miękkim czy średnim?
Słyszę uderzenie w coś ciężkiego.
    • Najtwardszym i wsadź je sobie do dupy!!
Zastanawiam się.
    • To trudniejsze niż wsadzenie języka do gardła.
    • Jadę po ciebie!!

6.

Siedzę w samochodzie,obok Jiyonga oppy. Widzę jak liczy mrówki za szybą. Chyba chce się pozbawić paznokci.
    • To co będziemy robić? - pytam.
    • Cierpieć – syczy Jiyong oppa.
Samochód się zatrzymuje. Jiyong oppa chwyta mnie za ramię. Przechodzimy przez oszklone drzwi do sali treningowej. Ćwiczę na wszystkim kilka godzin. Jiyong oppa nie wie, że jestem w klubie sportowym i jeżdżę na łyżwach od podstawówki.
Rzęsa wpada mi do oka i muszę przestać machać rękami w górę i w dół na jakimś urządzeniu.
Jiyong oppa pochyla się nade mną. Ma przekrwione oczy.
    • Będziesz współpracował?
    Patrzę na niego jednym okiem.
    • Nie chcę.
Jiyong oppa skacze w kółko jak idiota. Zaczyna bić materac. Myślę sobie, na pewno nie był autystycznym dzieckiem.
    • Dlaczego nie mogę się ciebie pozbyć!?
A ja wciąż nie mogę wyjąć rzęsy.
Jiyong oppa wstaje i idzie do mnie. Ma śmieszne buty.
Chwyta mnie za policzki.
    • Współpracuj!
    • Nie!
Zaczyna mnie tarmosić.
- Co wy tu robicie!? - Patrzą na nas cztery przekrzywione głowy.
Jiyong oppa odskakuje jak oparzony.
Seungri przygląda mi się.
    • Patrzcie, on płacze! - To przez rzęsę.
Taki ze szczotką na głowie mówi:
    • Jiyong-a, Bóg by tego nie pochwalił.
Białe włosy krzyczą:
    • Do prezesa!
Seungri skacze:
- Ja zakabluję, ja! - I biegnie za drzwi.
W końcu udaje mi się wyciągnąć rzęsę. Coś jest z nimi nie tak. Ostatnio bardzo mi wypadają. To na pewno brak jakiejś witaminy.
Widzę jak Jiyong oppa wściekle pisze coś na kartce. Siadam przy nim i czytam. Chaos. Jiyong oppa odkręca się do mnie plecami. Klepię je.
    • Nie martw się, każdemu się zdarza.
    • Co!? - burczy.
    • Zakochać się.
Jiyong oppa pada na podłogę.
I mamy kolejnego trupa.
7.

Siedzę naprzeciwko Jiyonga oppy. Skulił się i wciąż coś pisze. Jesteśmy sami. Ciężko mi siedzieć, więc kładę się na brzuch i podpieram twarz rękami.
    • Gdzie kupiłeś sweter? - Jest naprawdę ładny.
    • Nie stać cię – burczy Jiyong oppa.
    • Ojej.
Zauważam na jego ramieniu włos i doprowadza mnie to do białej gorączki. Sięgam ręką i zdejmuję go. I jeszcze pięć innych. Jiyong oppa bije mnie po łapach.

    • Przestań! - wrzeszczy. Myślę sobie, wrodzona brutalność to też choroba.
      Jiyong oppa odkłada kartkę i patrzy na mnie.
    • Wyjaśnij mi na spokojnie, dlaczego się tak zachowujesz.
      Spoglądam na niego trochę niepewnie. Ma wyraz twarzy mojej ciotki.
    • Nie mogę patrzeć jak ktoś ma włosy wplątane w sweter.
      Słyszę jak coś mu pyka pod czaszką. Fajny ma ten sweter.
    • Nie to – cedzi powoli Jiyong oppa…
  
PS Ta historia ma nawet dwa ciągi dalsze. Oczywiście żaden niedokończony. Także jakby ktoś miał ochotę to proszę…

Ciąg dalszy 01

Budzę się i widzę tylko biel. Wszędzie. Myślę sobie – fackin' heaven? Głowa mi pulsuje, a wnętrzności podchodzą do gardła. Przypominam sobie powoli fakty z ostatniej nocy. Niestety, wszystko pamiętam. Czyjaś ręka ląduje na mojej piersi. Oj, chyba nie wszystko. Patrzę w bok, a tu koleś z wczoraj wypina klatę, której nie ma. Czuję się jakoś tak pewniej. Jeśli zrobiłem coś złego to przynajmniej z kimś, z kim rozmawiałem. Wstaję i zaczynam ćwiczyć jak każdego ranka, chociaż podejrzewam, że to południe. Nie czuję się komfortowo, gdy odkrywam, że mam na sobie całkiem mi obce bokserki w baranki. Czyżby ktoś chciał mi coś zakomunikować? Jednak nie mogę ćwiczyć. Jest mi niedobrze i ogólnie umieram na migrenę i z pragnienia. Idę szukać łazienki i lodówki. Może jeszcze szpitala i kostnicy. Mieszkanie jest gigantyczne. Wszędzie widać jakieś zdjęcia, ale nie chce mi się na nie patrzeć. Docieram do lodówki. Jest tylko mleko. A co mi tam! Patrzę na lewo, a tam olbrzymi plakat. Rozpoznaję na nim kolesia i tego z białymi włosami. Podpisane GD&TOP. Ooo, więc to była ich impreza. Muszą być bogaci. Szacuję wartość mieszkania i wyobrażam sobie jak wspaniały fortepian mógłbym mieć za taką cenę. Stwierdzam, że czas mi już w drogę. Mam strasznego kaca, ale muszę iść na zajęcia. Wracam do łóżka i zaczynam ciukać kolesia w ramię. Nie wiem gdzie jestem, nie mam ubrań, ani własnych gatek. Moja pewność siebie też jakby zniknęła. Koleś nokautuje mnie poduszką dwa razy. Od wczoraj zastanawiam się, co jest z nim nie tak. Potrząsam nim jak shakerem. Budzi się niemrawo. Patrzy na mnie i jest przerażony. Myślę sobie, to nie miejsce i czas.
    • Więc... jak ty się w ogóle nazywasz? GD, czy TOP... czy oba... czy żadne? - Gdybym był dziewczyną, chciałbym to wiedzieć.
    • To pierwsze – mamrocze.
    • Więc, GD... - Naprawdę miałem już dość mówienia na niego „koleś”, choćby i w myślach. - Potrzebuję paru rzeczy.
Siadam na łóżku i wyliczam.
    • Przede wszystkim bokserek w klucze wiolinowe i ubrania z wczoraj. Jakbyś mógł dorzucić jeszcze informację, co to za miejsce, to byłaby pełnia szczęścia.
GD panikuje. Stwierdzam, że GD to jednak głupia nazwa, ale nie chce mi się jeszcze raz pytać.
    • Czy coś się wczoraj stało?
O, Boże!
    • Wybaczam ci wszystko, co mi zrobiłeś, ale nie licz na pożegnalny pocałunek.
Patrzę na niego, a on prawie mdleje.
  • Nie martw się, to też był mój pierwszy raz. Nic się nie dzieje. Bywa.
    Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie umiem pocieszać ludzi.
    GD pokazał mi... Eh...
  • Słuchaj, jak ty się naprawdę nazywasz?…
[+18] Ciąg dalszy 02 (myślę, że nawet Ara nie widziała tego fragmentu! Zapomniałam na śmierć :S)

Top hyung podchodzi i zaczyna gładzić moje wybrzuszenie w spodniach. Myślę sobie,...eh, nic już nie myślę. Jego ręka przyspiesza i zaczynam jęczeć co mi się nie zdarza.
    • nieee... nieee chcę! - krzyczę w miarę możliwości.
    • A będziesz dobrym dongsaengiem?
    • Taaak!
Jego druga ręka wędruje pod sweterek i zaciska się na sutkach.
    • nie będziesz już wredny?
    • Nieee – jęczę. Nie mam szansy żeby się zawstydzić, bo zaczyna lizać mój kark. Ssie płatki moich uszu. Jest to w dużym stopniu perwersyjne i powinienem zaprotestować, ale nie mogę się ruszyć. `jest dobry. Ciekawe czy zdbywał doświadczenie na jiyongu oppie? Czuję ze zbliża się orgazm. Łapię się krzesła. Nagle t odchodzi zostawiając mnie calego drzacego. Jak tak można? Podchodzi do mnie i oblizuje mi usta. Przejezdza palcem po wybrzuszeniu i znow odchodzi. Jestem sfrustrowany.
    • Chcesz zebym kontynuował?
    • Taaak.
    • Masz mi się calkowicie poddac, rozumiesz, zadnej kontroli. Inaczej odejde.
    • Taaak.
Przewrocil delikatnie krzeslo wraz ze mna na podloge i wzial do ust moje wybrzuszenie. Podniosl mnie z krzesla i polozyl na lozku. Calowal mnie w szyje i w jablko adama, w koncu pocalowal gleboko w usta. Nie pozwoliem mu wlozyc języka, na co zmarszczył brwi i poczułem jak jego reka wsuwa mi się za spodnie i zatrzymuje na posladkach po czym odnajduje mala dziurke. Otworzylem usta z rozkoszy. On tylko na to czekał. Nasze jezyki zaczely ze soba walczyc. T odsunal się.
    • mieles mi się oddac.
    • Walke mam we krwi
widze jak wyciaga czarna huste i zawiazuje mi ja na oczach
    • wiedzialem ze się przyda
odsuwa się ode mnie. Moje zmysly są wyotrzone. Czuje jego oddech i po chwili zalewa mnie fala pocalunkow. Zostaje w tempie natychmiastowym pozbawiony spodni. Przejezdza mi jeszcze raz jezykiem po wybrzuszeniu. Uczucie jest tak intensywne ze nogi same mi się rozkladaja. T szamoce się z czymś, po czym zaczyna zdejmowac moja koszulke. Gdy przesuwa ja przez glowe zsywa mi się opaska. W slabym swietle dostrzegam jego cialo. Po raz pierwszy jestem totalnie zawstydzony. Przekrecam glowe na bok. T zdejmuje spodnie i kladzie się przy. Patrzy na mnie. Nie wiem gdzie podziac oczy.
    • chyba zburzylem część twojego muru. A to dopiero poczatek.
Bierze moja reke i przysuwa do swojego wybrzuszenia. Moje oczy robia się wielkie jak talarki. Karze mojej rece masowac jego twardniejace wzgorze. Widze jak otwiera usta i zamyka oczy. Odchyla glowe gleboko wzdychajac. Zaczynam dochodzic. T nagle odsuwa się ode mnie. Chwytam go za reke.
    • nie odchodz! Dokoncz co zaczales!
T odwraca się.
    • jaki zly. Nie martw się, chce tylko pozbawic cie calej twojej ochrony.
    • Jestes swiniaaaaaa.jaaaaaaa
t nagle wchodzi na mnie i zaczyna ocierac swoj czlonek o mój, co sprawia kakofonie jekow z mojej strony. czuje jego usta i język na moich sutkach. Ssie, lize i caluje je na przemian. Zaczynam wariowac. Moje Nogi drze i sztywnieja. Mam nadzieje ze tym razem pozwoli mi dojsc, ale odsuwa się. Siegam do mojego czlonka gotowy dokonczyc rzecz sam. T chwyta mój palec w zeby.
    • Alaaaa!
    • Zapominasz się! Ja tu rządzę.
      T lize wewnetrzna część moich ud, brzuch i pepek. Uparcie omija mój członek. Postanawiam wziac sprawy w swoje rece i próbuje ściagnac bokserki. T nic nie mowiac wiaze mi rece czarna chustka nad glowa i wraca do pracy. Sciaga mi powoli bokserki tak ze gumka pobudza mój czlonek. Stoi jak maszt. T podnosi cos z podlogi. Nagle czuje na dole lodowate zimno. Sztywnieje i prbuje się odsunac jednak t blokuje mnie. Zerkam na dol i widze kostki lodu przy swoim czlonku.
    • Zwariowales! – dre się.
T bierze roztopions kostke lodu do ust i podaje mi ja w pocalunku. Jest lodowata. Naraz czuje język na czubku czlonka. Język wiruje i zjezdza do jader ssac je. Kostka lodu w moich ustach rozpuszcza się i moge już tylko dyszec z przyjemnosci. T bierze mój czlonek do ust i ssie go z zapamietaniem. Objmuje go nogami. Czuje kazdy mój skurcz. Przyspiesza siegajac czubkiem mojego czlonka az do gardla. Zaczynam jeczec wnieboglosy. Moje biodra unosza się i opadaja. Ztruzki potu splywaja mi po czole. zbliza się wytrysk. T przyspiesza. Drze na calym ciele. Sciskam go mocniej nogami. T nie przestaje ssac. Czuje zze już nie wytrzymam i wytryskuje mu kilkukrotnie w gardlo. Sperma slywa obficie na mój brzuch.
  • jestes cudowny – mamrocze.
  • Wiem…
Mój ulubiony, niepublikowany wcześniej fragment

Siedzę przy Jiyongu oppie i mam zamiar nie słuchać tego, co do mnie mówi.
    • Zdecydowałem, że będzie po twojemu.
Myślę sobie, jak mam to skomentować.
    • O.
    • Będziesz pracował nad tekstem z TOP hyungiem.
Widzę jak Jiyong oppa wstaje i zaczyna skakać jak piłka. Myślę sobie, na pewno nie był autystycznym dzieckiem.
Wchodzi kilka osób. Ktoś niesie białe włosy na barana. Seungriego – trupa z wczoraj – napada od tyłu Jiyong oppa i ciąga za sobą jak zabawkę. Czyjeś obce ręce klepią mnie po głowie i ramionach. W końcu białe włosy wieszają mi się na szyi.

Przez ich rodzinną atmosferę można zajść w ciążę…

:P

9 komentarzy:

  1. Hej :) miło cię znowu..... czytać xd (pół) fiki są genialne ale absolytnie powalił mnie High High. Teksty i reakcje Jiyong oppa - no leż i nie wstaje xD i mam ochotę na dalszą część tej historii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciebie też :P pomyślę nad tym, na razie mam sporo do nadrobienia w kwestii postów :S gib helpings xd

      Usuń
    2. nom tak trochę... trochę bardzo.. xD widziałaś już może MV Bae Bae i Loser? tak z ciekawości pytam, bo sie zastanawiam co sobie o nich myślisz bo całkiem lubiem te twoje przemyślenia tak ogólnie. mam nadzieje że wspomnisz też co o wyglądzie Smoka hehe :D

      Usuń
  2. Droga Bang, te fanfiki są świetne, stały się dla mnie inspiracją!!!
    Jeśli ich nie dokończyłaś, czy mogę zrobić to za Ciebie?
    Porwałabym je na wattpada i zrobiłabym ciągi dalsze,
    pozwól proszę...
    Zapraszam na wattpada, zobacz próbki moich opowiadań o Smoku i Bangach: wattpad-->autor: hwaranghwaiting

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak poproszę! Jestem mega ciekawa Twojej wizji <3

      Usuń
    2. Kochana jesteś! dzięki, dzięki piękne.

      Zobacz przynajmniej próbkę moich możliwości:

      https://www.wattpad.com/story/108078243-nasz-seungri-bigbang

      trzeci rozdział to właściwie hymn pochwalny na TWOJĄ cześć :)

      Wezmę się za twoje ff we wrześniu, bo teraz ciągnę taki duży, śmieszny projekt o wakacjach Bangów. Mam wiernych czytelników i nie chcę obniżać lotów:
      https://www.wattpad.com/story/113231493-bigbang-wakacje

      Tylko musimy pomyśleć, jak to rozwiążemy od strony praw autorskich? Czy założymy nowe, wspólne konto, czy wystarczy, że na początku książki napiszę przez kogo napisane i skąd są te opowiadania? Wattpad nie wkleja linków, nie umiem tego przeskoczyć :(

      Jeszcze raz dziękuję za inspirację, jesteś moim guru

      Usuń
    3. Twoje opowiadania są naprawdę dobre i słodkie i seksi :D Cieszę się z takiego VIPa <3

      Usuń
    4. Co do praw autorskich, wydaje mi się, że druga opcja będzie super xd

      Usuń
  3. Witam ponownie.
    Niektóre opowiadania włożyłam już do książki NASZ SEUNGRI, bo pasują do fabuły. Pozwoliłam sobie na małe zmiany, ilustracje i tak jak się umawiałyśmy- dokończenia. Być może będą dla Ciebie trochę zaskakujące...
    Czy możesz tam zerknąć?
    https://www.wattpad.com/story/108078243-nasz-seungri-bigbang

    W imieniu czytelników i swoim: jeszcze raz DZIĘKUJĘ

    Zaczęłam też nowy projekt: BigBang WOJSKO.
    Zapraszam

    OdpowiedzUsuń